Trzy poranki z żurawiami

Czas na prezentację jednej z najciekawszych foto wypraw w tym roku na którą złożyły się trzy poranki spędzone razem z sarnami i żurawiami w okolicach Zelowa. Miejscówka o której dowiedziałem się od Konrada (wielkie dzięki!) nie musiała długo czekać ponieważ już po trzech dniach prognozowane warunki sprawiły, że postanowiłem zameldować się na miejscu w poszukiwaniu nowych kadrów. Będąc już w trasie i widząc co dzieje się za szybą usilnie szukałem czegoś co pozwoli uchwycić niesamowity klimat poranka, padło na drzewa spotkane przy drodze.


Nie znając dokładnej lokalizacji stacjonowania zwierzyny zrobiłem trochę kilometrów zanim udało mi się namierzyć pierwsze duszyczki buszujące w dość sporym polu rzepaku. To był moment w którym wiedziałem już, że jestem na miejscu, czas więc najwyższy na rozpoznanie terenu, obserwacje i pierwsze ewentualne podchody.

Po 40 minutach przyczajek i zaledwie dwóch dobrych kadrach ruszyłem w kierunku żurawi, które kilka chwil wcześniej wylądowały w dość znacznej odległości ode mnie. Po kilku minutach poszukiwań moim oczom ukazał się genialny widok stadka żurawi na tle pofalowanego krajobrazu schowanego za mgłą. Wiedziałem już, że jest ogromna szansa na zrobienie czegoś fajnego, trzeba jednak zbliżyć się do ptaków na całkowicie otwartym terenie. Nie miałem wiele czasu dlatego postawiłem wszystko na jedną kartę i krok za krokiem zbliżałem się do celu. Jak mogłem się spodziewać również i one przemieszczały się w głąb pola starając się utrzymać bezpieczną dla siebie odległość. Po skróceniu dystansu część z nich odleciała, jednak kilka sztuk wiedząc o mojej obecności pozostawała ciągle na miejscu. To właśnie dzięki nim udało się stworzyć kilka na prawdę dobrych kadrów.


Ta chwila nie mogła trwać wiecznie. Ostatnie żurawie również opuściły klimatyczną miejscówkę i przeniosły się troszkę dalej, a ja razem z nimi. Tym razem działałem już bardziej dyskretnie i część zdjęć wykonałem z dachu samochodu, a wszystko to po to by niepotrzebnie nie stresować już ptaków. W między czasie do stadka dołączyły jeszcze sarny, które fajnie urozmaiciły całą kompozycję. Te kadry oraz inne z samymi żurawiami pozostawiam jednak na potrzeby tworzonego ciągle albumu. To był bardzo owocny wyjazd, który dał mi dużego kopa motywacyjnego. Wiedziałem, że szybko tu wrócę.

Jest niedziela 20 października, przede mną kolejny poranek który postanowiłem spędzić w tym samym miejscu. Tym razem dołącza do mnie Konrad i kręcąc się po okolicy wspólnie czekamy na przylot pierwszych żurawi. W międzyczasie zjawia się również Bogusia ze swoim towarzyszem (pozdrawiam!), po chwili rozmowy ruszamy wspólnie w docelowe miejsce zdjęć. Żurawie nie zawodzą i razem z pierwszymi promienia wschodzącego słońca zajmują swoją pozycję. Warunki tego dnia są jednak dużo słabsze, niewielka mgła odkrywa więc przed nami pofałdowany ciekawie krajobraz. Na pewno cieszy ilość przybyłych tu dzisiaj ptaków, niestety odległość między nami jest na tyle duża, że udaje mi się wykonać tylko kilka poprawnych zdjęć. Mam nadzieję, że trzem innym towarzyszom wyprawy poszło zdecydowanie lepiej niż mi.

Po 10 minutach żurawie odlatują, zmieniamy więc ponownie nasze położenie. Po luźnych rozmowach i kilku kadrach z sarnami musimy ruszać w stronę domu ze względu na mocno ograniczony czas. W żaden sposób nie narzekałem ponieważ godzinę później w otoczeniu natury wziąłem się za rozpalanie mojego urodzinowego ogniska.

Po jednodniowej przerwie znowu odwiedzam to miejsce z nadzieją na coś nowego. Niestety mimo dość czasochłonnych podchodów nie udaje mi się wykonać żadnego sensownego zdjęcia. Po raz kolejny przemoczony i zmarznięty wracam więc do domu potwierdzając tylko, że zdrowy rozsądek zawsze przegrywa walkę z nałogiem. Z powodów zdrowotnych kilka kolejnych dni muszę spędzić w domu, w momencie gdy warunki za oknem są więc wymarzone…

Podsumowując na koniec muszę powiedzieć, że były to trzy bardzo ciekawe poranki spędzone na łonie natury w licznym towarzystwie ptaków i dzikiej zwierzyny. Pozornie zwykłe pola i łąki stały się miejscem pięknych spektakli, które miałem możliwość obserwować i fotografować. Będę wracał tu z pewnością choć kilka razy w roku.

Dodaj komentarz