Zdobywanie Bąkowej Góry miało być zadaniem pozornie prostym ponieważ samo wzniesienie nie należy do największych. Okazało się jednak, że z powodu braku tabliczki szczytowej oraz dość specyficznego ukształowania terenu (kilkanaście pagórkowatych wzniesień obok siebie) czekało nas całkiem ciekawe wyzwanie. Dopiero z pomocą wysokościomierza w zegarku w końcu namierzyliśmy (prawdopodobnie) najwyższy z nich. Kilka chwil później zameldowaliśmy się przy ruinach zamku/dworu obronnego (z XV wieku) oraz przy urokliwym dworze Małachowskich (z XVIII wieku). By pokazać kolejną perełkę tego wzniesienia musieliśmy wrócić tu ponownie w momencie gdy aleja wierzb w końcu się zazieleniła. Relację z wyprawy domykają okoliczne kapliczki skąpane w pofalowanych polach rzepaku. Warto było wrócić tu ponownie ponieważ w pełnym rozkwicie wiosny miejsce to wyglądało zupełnie inaczej niż podczas naszej pierwszej marcowej wizyty.

Mniej więcej to samo ujęcie, z tym, że górne wykonane 10 marca, dolne natomiast 28 kwietnia. Różnica jest kolosalna.
