Rowerowa ballada o dwóch porankach

Awatar Seweryn

To pierwsza relacja z moich porannych wypraw rowerowych, które w ostatnim czasie wciągają mnie coraz mocniej. I choć obie trasy prowadziły przez podobne drogi i lasy to jednak każdy poranek miał swój własny charakter. Pierwszy przywitał mnie złotym światłem i rześkim powietrzem, drugi natomiast otulił tajemniczą, mleczną mgłą. To fascynujące jak te same ścieżki mogą opowiadać zupełnie różne historie.

Pierwsza wyprawa odbyła się na początku listopada. Trasa prowadziła w stronę Borowskiej Góry i dobrze znanych mi okolicznych lasów. Słońce przebijało się przez drzewa tworząc w lesie świetlne lasery, a ostatnie liście w odcieniach złota i czerwieni kontrastowały z ciemną zielenią iglaków. Uwielbiam momenty gdy szum lasu miesza się z dźwiękiem kół roweru. Czysta energia, natura i totalne oderwanie od codzienności.

Druga wyprawa odbyła się na początku grudnia. Poranek rozpoczął się słonecznie i spokojnie aż do momentu przerwy na kawę. W kilka chwil krajobraz całkowicie się zmienił, słońce zaszło, a las spowiła gęsta, mleczna mgła. Ścieżki, które wcześniej znałem teraz wyglądały zupełnie inaczej. Każde drzewo i każdy krzew wyłaniały się z białej zasłony, a rozproszone światło tworzyło filmowy klimat, podczas którego cisza lasu stawała się niemal namacalna.


Bez względu na pogodę rower daje wolność i pozwala przemierzać dłuższe dystanse. Każda trasa staje się więc okazją by wtopić się w las, poczuć świeże powietrze i chłonąć piękno otaczającej nas natury. To dopiero początek – takich relacji będzie tu coraz więcej, zwykłych, a jednocześnie wyjątkowych, czasem niepowtarzalnych.

Obserwuj mnie:

Partnerzy:

Najnowszy projekt: