W SĄSIEDZTWIE JEZIORA BUGAJ – 23 KM

W końcu po dość długiej przerwie postanowiłem wrócić do relacji z wędrówek. Na początek zabiorę Was do Piotrkowa Trybunalskiego, a dokładniej w okolice Jeziora Bugaj skąd wyruszyliśmy w pierwszą tułaczkę w tym sezonie. Zacznę trochę nietypowo bo od małego bonusu czyli zdjęcia wykonanego kilka dni wcześniej z kabiny samolotu. Muszę przyznać, że z tej perspektywy miejsce to prezentowało się przepięknie.

Wędrówkę rozpoczynamy kilkanaście minut po godzinie 8:00 ruszając w siedem osób z parkingu na ul. Jeziornej. Pierwsze kilometry trasy prowadzą nas wzdłuż linii brzegowej jeziora co przekłada się na świetne widoki oraz kilka ciekawych kadrów. Z kwestii organizacyjnych dodam jeszcze, że za zdjęcia tym razem odpowiedzialne były dwie osoby – ja oraz Bartek z Obiektywnie – B.Słomiński, który jest autorem większości zdjęć w tej relacji.

Tego dnia poranek jest w miarę ciepły i słoneczny, nie dziwi więc spora ilość wędkarzy na tafli wody oraz przy brzegu jeziora. Spotkać można tu także sporą ilość ptactwa, głównie łabędzi i kaczek. Przyzwyczajone do obecności ludzi pozwalają podejść do siebie na tyle blisko, że zrobienie telefonem całkiem niezłego zdjęcia nie stanowi większego problemu. Idziemy dalej aż docieramy do betonowego pomostu, który trzeba przyznać wygląda bardzo ciekawie.


Dalej trasa prowadzi nas pomiędzy wodami jeziora, a kąpieliskiem „Słoneczko”. Mijając licznie przycumowane tutaj łódki docieramy do końca zbiornika. Idąc poboczem asfaltu kierujemy się w stronę lasów, które poznałem już wcześniej przy okazji innej wędrówki w tych okolicach. Tablica ustawiona przy drodze informuje nas, że w tym właśnie miejscu wkraczamy w obszar Sulejowskiego Parku Krajobrazowego.





Idąc w zasadzie bez większego planu przypadkowo docieramy do miejsca, na widok którego zapada dłuższa cisza… Zza drzew wyłania się krzyż i niewielki nagrobek, to pomnik upamiętniający trzech chłopców zamordowanych przez Mariusza Trynkiewicza w 1988 roku. Po chwili dociera do nas, że w miejscu w którym właśnie stoimy ponad 30 lat temu odnalezienie zostały spalone ciała tych dzieci… Czujemy się tutaj dziwnie, już sama myśl o tych wydarzeniach przyprawia nas o ciarki, opuszczamy to miejsce w ciszy i zadumie.


Wędrujemy dalej po szeleszczących liściach, nasycając oczy widokiem pięknie ubarwionych jesiennych lasów. Na mniej więcej 8 kilometrze naszej trasy schodzimy lekko ze ścieżki w poszukiwaniu miejsca na nieco dłuższą przerwę, na kawę i herbatę. Już po chwili znajdujemy powalone na ziemi drzewo wydające się idealnym miejscem na taką pauzę.




Zbliżając się do miejscowości Koło podejmujemy decyzję o odwiedzeniu Leśnej Osady Edukacyjnej w której znajduje się Ośrodek Rehabilitacji Zwierząt. Co prawda niemożliwe jest wejście na teren samej osady ale nawet przy ogrodzeniu można tu spotkać kilka gatunków zwierząt. Jako ciekawostkę dodam tylko, że to właśnie tutaj przebywał najsłynniejszy dzik w Polsce – Chrumek. Telewizyjną sławę przyniosły mu wydarzenia, które rozegrały się kilka dni po jego ucieczce z zagrody kiedy to śpiącego pijanego dzika odnalazł za swoją stodołą jeden z miejscowych rolników. Kto by pomyślał, że Chrumkowi do gustu przypadną owoce wyrzucone po produkcji domowego wina. Co do samej osady to muszę przyznać, że od mojej ostatniej wizyty dużo się tutaj zmieniło, niestety czas goni i trzeba iść dalej przed siebie.


Na około 13 kilometrze marszu przyszedł czas na pierwszą tego dnia kulinarną przerwę. Dzięki Marcie w menu pojawiła się ugotowana dzień wcześniej zupa serowa, wystarczyło ją tylko podgrzać na kuchence. Nieoceniona jak zwykle okazała się zebrana wcześniej kora brzozy, która pozwoliła na sprawne rozpalenie niewielkiego ognia. Odkąd dwa lata temu zaopatrzyłem się w krzesiwo stwierdzam, że zapałki są dobre wyłącznie dla amatorów, uwielbiam ten klimat.


Po szybkim posiłku ruszamy w dalszą trasę podczas której spotykamy kilku spacerowiczy i rowerzystów. Cały czas towarzyszy nam przepiękne jesienne światełko, dzięki któremu lasy mają w sobie jeszcze więcej uroku i magii. Sporą ciekawostką okazują się znaki namalowane na drzewach, które jak się okazuje oznaczają szkolenia psów (służą do układania tropów dla różnych ich ras).


Po prawie 20 kilometrach marszu nadchodzi mój ulubiony moment każdej wędrówki – czas na konkretny posiłek z ogniska! Opuszczamy tereny leśne po czym ponownie przy użyciu krzesiwa rozpalamy kolejny płomień. Tego dnia jest w czym wybierać, w menu goszczą m.in. kiełbaski, krokiety, szaszłyki, serki, bagietki i czego tylko dusza zapragnie. Można by powiedzieć prawdziwe wędrówkowe all inclusive.

Po dłuższym postoju przy ognisku ucieka nam słońce, w dalszą trasę ruszamy więc już po ciemku. Jako, że to pierwsza wyprawa w tym sezonie nikt nie spakował do plecaka latarki, jak dobrze że są jeszcze telefony. Pokonując ostatnie kilometry docieramy do parkingu i oficjalnie kończymy pierwszą wędrówkę w tym sezonie. Łącznie tego dnia w czasie 5h 27m pokonujemy dystans 23.5km. Serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy, oby ta wędrówka była zapowiedzią konkretnej aktywnej zimy. Do następnego!


Music license:
„Spirit by Sappheiros” is under a Creative Commons ( cc-by )
license Music promoted by BreakingCopyright: https://bit.ly/sappheiros-spirit 

Dodaj komentarz